środa, 15 czerwca 2016

Witam po roku...

Hmm..nie wiem czy tu jeszcze ktoś zagląda...ale postanowiłam powrócić:)
Rok czasu byłam nieobecna, ale dla mnie niepostrzeżenie  ten czas upłynął.
Dni po prostu uciekały mi między palcami, nie wiem czy to kwestia mojego braku zdolności umiejętnego gospodarowania czasem  czy po prostu tak to teraz jest, że człowiek pędzi do przodu, bez chwili wytchnienia:(
Przez ten czas nieprzerwanie coś tam sobie dłubałam, ale po prawdzie niewiele przez ten rok powstało...włóczki u mnie wymordowane niemiłosiernie, bo  średnio co pół robótki była zmiana koncepcji. Co przejrzałam Wasze blogi, to nabierałam ochoty na coś innego, no i inaczej nie mogło się skończyć, jak kilkoma rozgrzebanymi projektami...ale teraz solennie sobie obiecałam , że w końcu wyrobię to co mam zaplanowane i systematycznie będę się tutaj chwalić:))) Blog będzie dla mnie motorem napędzającym do dziergania;)
Jeden udzierg udał mi się w 100% i  to nawet bez większego prucia;) Jest to mianowicie ogoniasty, z którego jestem szczególnie zadowolona, towarzyszy mi każdego chłodniejszego dnia.
                                                       
   
Dzisiaj środa czyli WCiD u  Maknety więc z powrotem zgłaszam się do udziału.
Obecnie u mnie na drutach kolejny ogoniasty, taki leciutki, piórkowy z Lace Drops-a. Mam tylko nadzieję, że te krzywe oczka po blokowaniu się wyrównają i sweterek nabierze wdzięku. Został mi jeszcze tylko drugi rękaw, także jestem na dobrej drodze, żeby jeszcze w tym tygodniu go pokazać;)

Książką którą czytam, a właściwie wczoraj w nocy skończyłam jest "Dochodzenie" Davida Hewsona. Po prostu nie mogłam się oderwać...Zaczęło się od tego,że obejrzałam pierwszy odcinek serialu "The Killing" i zaraz pobiegłam do biblioteki po książkę;), a potem wsiąkłam...przez kilka dni wszystko leżało odłogiem i czekało kiedy dotrę do ostatniej strony;) Teraz poluję na kolejne części...
Znalezione obrazy dla zapytania dochodzenie davida hewsona


Powieść powraca formą do klasycznego kryminału, w którym czytelnicy podążają tropem razem z detektywami odkrywając z czasem kolejne fakty powiązane ze śledztwem. Morderstwo młodej dziewczyny z kochającego i szczęśliwego domu wstrząsa nie tylko rodziną i przyjaciółmi ofiary. Kto i dlaczego mógłby chcieć zamordować uroczą, niewinną i wspaniałą Sarę? Coraz więcej wątków, coraz więcej podejrzanych, zacieśnia i jednocześnie rozrasta się krąg osób, którym pomimo wszelkich pozorów mogłoby zależeć na morderstwie dziewczyny. Kiedy tylko wydaje się, że jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki następuje zwrot akcji i znów niczego nie jesteśmy pewni. Mgliste, niejasne wskazówki, kłamstwa i stłumione emocje to klimat książki i tego skomplikowanego śledztwa. Z czasem wszystko, co powiązane jest w jakikolwiek sposób z morderstwem przypomina ogromny, skomplikowany spisek. Nic nie dzieje się przypadkiem. Każdy ukrywa sekret. I niczego, absolutnie niczego nie jesteśmy pewni do końca, do ostatniej strony....
Opis pochodzi stąd.
Witam po długiej przerwie i pozdrawiam serdecznie
Asik;)

czwartek, 11 czerwca 2015

Jaki tu spokój...nic się nie dzieje...

Kompletny brak weny mnie dopadł...Jak na ironie losu, takiego zasobu włóczkowego dawno u mnie nie było a mnie całkowicie niemoc drutowa ogarnęła..niby coś tam próbuję sklecić, kombinuję, ale koniec końców kończy się pruciem i jeszcze większym zniechęceniem...
Bambusik taki ładny leży odłogiem...plan na niego był, ale już mi się odwidział....
Błękitno- fioletowa bawełna, która miała być tym sweterkiem...(no comment) zalega na dnie szafy, żeby mi w oczy nie włazić i aortą nie szarpać...
I zakupiłam dwa moteczki  turkusowego Lace Dropsa, sama nie wiem po co...niby ogoniastego miałam w planach...ale czy to to cieniutkie się nadaje?...
I jeden moteczek angory też gdzieś tam zalega- miał być kiedyś tam enterlakową chustą....
I kilka motków kremowej bawełny z akrylem się przewala...
Troszkę tego się uzbierało, tyle, że pomysłu żadnego... i tak od dłuższego czasu nic tylko przewalam internet w poszukiwaniu inspiracji...
Nie pozostało mi chyba nic innego tylko po prostu przeczekać ten czas, może w końcu mnie najdzie...

niedziela, 31 maja 2015

Złość i zgrzytanie zębami...oraz przeprosiny szydełka...

W poprzednim poście pisałam, że obawiam się  dekoltu w moim "błękicie"...i cholera dobrze przeczuwałam... Sweterek poszedł cały do prucia...szlag!!!...tak mistrzowsko go  zrujnowałam hmm..modelując (?!) dekolt, że nawet mi się już nie chciało cokolwiek ratować:(. Wrzuciłam go w głąb szafy i będzie czekał aż mi nerw przejdzie...a potem przepoczwarzy się w nowy model...szkoda gadać...
W związku z powyższym na razie jestem na druty obrażoną...
 Nie umiem siedzieć z pustymi rękoma (prawie od tygodnia  przymusowo z synkiem tkwimy w domu- dziecię ma zapalenie oskrzeli) to złapałam za szydełko, a że cel jest szczytny robota mi idzie,że aż wre...sama przyjemność:)
Mianowicie dłubię tzw. babcine kwadraty  na akcję  "Wydziergajmy uśmiech".



"Wydarzenie zostało utworzone na potrzebę projektu, który chcę zrealizować. Wrocławskie Hospicjum dla dzieci organizuje w czerwcu Dzień Dziecka i z tej okazji chciałabym podarować tym maluszkom (wiek 3-5 lat) coś niezwykłego, coś co z samego serca płynie. Wyobraziłam sobie dziergane "babcine kwadraty" pochodzące z różnych miejsc z Polski połączone w piękny kocyk i podarowane dzieciom. Miękkie, kolorowe i z cząstką naszych serc. Jeśli któraś z Was chciałaby się dołączyć i podarować podopiecznym Hospicjum choć troszkę radości to zapraszam :)" cytat pochodzi z profilu na Facebook.

Jeżeli któraś z Was  chciałaby przyłączyć się do akcji, to trwa ona do 07. 06. 2015 r. tzn. do tego dnia należy swoje kwadraciki przesłać. Z tego co jest napisane na FB kwadraciki powinny mieć rozmiary 10/10 cm. lub 12/12 i powinny być wykonane z włóczki przyjaznej dzieciom. Więcej informacji znajdziecie na profilu FB  "Wydziergajmy uśmiech".

Także dziewczęta szydełka w dłoń! Zostało jeszcze troszkę czasu, więc dziergajmy dla dzieciaczków:)
Pozdrawiam Asik:)

środa, 27 maja 2015

Środowo czyli WDiC



Dobrze,że są środowe spotkania u Maknety , które chociaż trochę działają na mnie  mobilizująco, bo gdyby nie one to pewnie tkwiłabym z jedną robótką pół roku;).
 Mój błękitno- fioletowy sweterek zbliża się do finiszu, ale im bliżej końca tym jakoś to wolnej mi idzie...niby dziergam intensywnie, w każdej wolnej chwili to niewiele mi przybywa...no, ale Safran Dropsa do grubych nie należy, a że ja lubię z cienizny dziergać to mam:)
Teraz kończę drugi rękaw i przede mną mój "ulubiony" moment, a mianowicie dekolt...blady strach na mnie pada , jak tylko o tym pomyślę, bo po przeprawach przy tym swetrze, wiem, że na bank coś spartolę, rzędy skrócone to dla mnie  abstrakcja, nijak nie mogę tego pojąć, a jak już wydaje mi się, że ogarnęłam temat, to wcale to potem nie wygląda...chyba już dzisiaj  podejmę tą nierówną walkę i zobaczymy co z tego wyjdzie...



A jak już go skończę.... to  będzie należał do moich ulubionych, bo już teraz  mi się podoba, włóczka bardzo przyjemna  i ten fantastyczny kolor...no nic zaraz uciekam dziergać, bo ileż można tą samą robótką na drutach przynudzać...

A jak już go skończę....to będę przerabiać ten oto bambusik...


...jeszcze nie mam koncepcji, ale układ kolorów prawdopodobnie będzie taki jak na zdjęciu i chyba tym razem będzie krótki rękawek...

Nadal czytam "Czarownice z Salem" Jodi Picoult, jestem dopiero na początku, bo jak wcześniej wspomniałam, mimo, że z marnym skutkiem ostatnio głównie dziergam. Czytam dopiero naprawdę późnym wieczorem, dozując sobie po kilka stron, ale książkę odbieram pozytywnie.
Jest to historia niewinne oskarżonego o gwałt nauczyciela na zakochanej w nim uczennicy, który po wyjściu z więzienia postanawia na nowo ułożyć sobie życie w zupełnie nowym otoczeniu. Przeprowadza się do sennego miasteczka, ale i tu nie czeka go sielanka, pada ofiarą zafascynowanych czarną magią czterech nastolatek i po raz kolejny musi walczyć z wymiarem sprawiedliwości i uprzedzeniami.

Uciekam dziergać.
Pozdrawiam serdecznie
                                         Asik:)

środa, 6 maja 2015

Środowe dzierganie i czytanie.

Dzisiaj środa- dzień cotygodniowych spotkań u  Maknety, a ja  długaśniej przerwie wracam do wspólnej zabawy.
 W tym tygodniu,a tak w sumie to od jakiś trzech tygodni (oj, nie szło mi to dzierganie ostatnio, nie szło:(...) mam na drutach wiosenny bawełniany sweterek, w przepięknym jak dla mnie błękitno -fioletowym kolorze.
Ostatnimi dniami ruszyłam z kopyta, a to za sprawą tego,że znowu wróciłam do grona bezrobotnych::( Ot, Polska nasza rzeczywistość...była firma...nie ma firmy...żal mi bardzo, że do tego doszło, bo warunki pracy miałam naprawdę dobre, szefostwo w porządku, no i co miało dla mnie największe znaczenie miejsce pracy dosłownie po sąsiedzku... Cóż życie...:(
Żeby się  choć trochę odstresować dziergam z podwójnym
 zapałem, co kojąco na mnie wpływa, ciężko mi się w nowej sytuacji odnaleźć, a jak mam ręce i myśli zajęte to trochę mi lepiej.
Sweterek na razie prezentuje się tak:


A tu na dowód tego,że wręcz od robótki oderwać się nie mogę, w czasie gdy ziemniaki na gazie bulgotały i  kipiały, że hej! ja sobie spokojnie, w słoneczku, na tarasie (hurra! w końcu można !) przerabiałam oczko za oczkiem...:):




No tak, ale przecież dzisiaj środa... to i o czytaniu też miało być;)
Książki ze zdjęcia to prawie przeczytanie już "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte i "Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult.
Tej pierwszej historii tragicznej miłości i zemsty nie muszę chyba nikomu przybliżać...ja sięgnęłam po tą książkę, bo kilka razy zabierałam się do obejrzenia ekranizacji i nigdy jakoś nie było mi po drodze....poza tym chciałam odpocząć od kryminalnych zagadek i  morderstw. Fakt, nie wybrałam zbyt trafnie, bo akurat "Wichrowe wzgórza" nie należą do gatunku z tych lekkich i wesołych:).
Mimo tego,że romanse to raczej nie moja bajka to książka podoba mi się i nie żałuję,że po nią sięgnęłam.
Drugiej jeszcze nie zaczęłam czytać, ale będzie następna w kolejce. Jeszcze nigdy nie czytałam nic tej autorki, ale przeglądając Wasze blogi natrafiłam na recenzję jednej z jej książek , wzbudziła moje zainteresowanie  i stąd ta pozycja u mnie.

Teraz lecę zajrzeć co u Was dzisiaj na spotkaniu we WDiC:)
Pozdrawiam w ten pogodny, słoneczny i ciepły-bynajmniej na mazurach- majowy wieczór
                                                                                                                                Asik:)

sobota, 4 kwietnia 2015

WESOŁEGO ALLELUJA!

Dzisiaj będzie króciutko , po prostu:




z pozdrowieniami Asik:)

Ps. Jak u Was pogoda, bo u mnie za oknem sypie śnieg tak, że świata nie widać...ale jak mówi stare przysłowie: Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata....:)

I tak jest lepiej jak było w 2013 r.- zdjęcie z 1 kwietnia:)



piątek, 6 marca 2015

Robótkowe przedwiośnie:)

Jejku, jak ten czas szybko leci...wydawało mi się ,że ostatniego posta pisałam całkiem niedawno...odkąd pracuję dni pędzą jak szalone...ledwo zdążę odgonić poniedziałkowego lenia, a tu już nadchodzi piątkowe rozluźnienie:) i tak minął mi cały luty...
Już nie raz zabierałam się do pisania, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie, a to jak miałam chwilkę czasu, to mąż okupował komputer, a to przyjechali goście ( luty jakoś tak szczególnie obfitował u mnie w odwiedziny rodzinki i znajomych) i tak zebrało się 1,5 miesiąca.
Przez ten czas robótkowo troszkę u mnie się działo, skończyłam ostatnio pokazywany czerwony komplet zimowy. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, bo raz, że ten odcień czerwieni jest dla mnie wyjątkowo twarzowy, dwa, że wszytko jest tak jak miało być, komin nie za wąski, czapa nie za duża co u mnie było nagminnym problemem i kończyło się pruciem. Ogólnie jest ok:), ale to już ostatni taki udzierg tej zimy, bo przecież czas już ją przepędzić i wiosnę robótkowo powolutku witać:), chociaż niestety póki co zestaw ten jest w ciągłym używaniu...


Następna moja robótka jest już zdecydowanie wiosenna. Jest to sweterek dla synusia, w iście wiosennych, wesołych kolorach. Właściwie to wolałabym, aby był  jednokolorowy z racji tego, że znika problem łączenia a potem chowania nitek, bo ja średnio za tym  przepadam:), ale z braku takowego wykorzystuję resztki podarowane mi przez babcię. Babcia przez większość swojego życia była zapaloną dziewiarką, cuda tworzyła, ale teraz z racji wieku i coraz słabszego wzroku  ogranicza się do skarpet, czasami czapek i szali. Ja jako jej jedyna dziergająca wnuczka dostaję w spadku wszystko to czego babcia nie wyrobiła:).
Co do sweterka umyśliłam sobie taki z pęknięciem i kapturem. Ileż ja się nakombinowałam, żeby coś takiego wydziergać...koniec końców tak wymodziłam, że sweterek wyszedł krzywo (strona prawa była szersza od lewej) nie pytajcie jak ja to zrobiłam, bo sama się zastanawiam co autor miał na myśli:). Skończyło się tym, że prawie cały korpus poszedł do prucia...to co teraz widzicie jest wersją numer dwa i mam nadzieję, że ostateczną. Póki  co dobrnęłam do ściągacza i w planach na weekend mam zaczęcie rękawów. Potem kaptur i chyba do wiosny zdążę:)
 Baa...muszę zdążyć, bo w kolejce czekają błękitne moteczki bawełny na wiosenny sweterek dla mnie;)


Dziękuję za odwiedziny i za każdy pozostawiony komentarz:)
Pozdrawiam
Asik:)