sobota, 4 kwietnia 2015

WESOŁEGO ALLELUJA!

Dzisiaj będzie króciutko , po prostu:




z pozdrowieniami Asik:)

Ps. Jak u Was pogoda, bo u mnie za oknem sypie śnieg tak, że świata nie widać...ale jak mówi stare przysłowie: Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata....:)

I tak jest lepiej jak było w 2013 r.- zdjęcie z 1 kwietnia:)



piątek, 6 marca 2015

Robótkowe przedwiośnie:)

Jejku, jak ten czas szybko leci...wydawało mi się ,że ostatniego posta pisałam całkiem niedawno...odkąd pracuję dni pędzą jak szalone...ledwo zdążę odgonić poniedziałkowego lenia, a tu już nadchodzi piątkowe rozluźnienie:) i tak minął mi cały luty...
Już nie raz zabierałam się do pisania, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie, a to jak miałam chwilkę czasu, to mąż okupował komputer, a to przyjechali goście ( luty jakoś tak szczególnie obfitował u mnie w odwiedziny rodzinki i znajomych) i tak zebrało się 1,5 miesiąca.
Przez ten czas robótkowo troszkę u mnie się działo, skończyłam ostatnio pokazywany czerwony komplet zimowy. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, bo raz, że ten odcień czerwieni jest dla mnie wyjątkowo twarzowy, dwa, że wszytko jest tak jak miało być, komin nie za wąski, czapa nie za duża co u mnie było nagminnym problemem i kończyło się pruciem. Ogólnie jest ok:), ale to już ostatni taki udzierg tej zimy, bo przecież czas już ją przepędzić i wiosnę robótkowo powolutku witać:), chociaż niestety póki co zestaw ten jest w ciągłym używaniu...


Następna moja robótka jest już zdecydowanie wiosenna. Jest to sweterek dla synusia, w iście wiosennych, wesołych kolorach. Właściwie to wolałabym, aby był  jednokolorowy z racji tego, że znika problem łączenia a potem chowania nitek, bo ja średnio za tym  przepadam:), ale z braku takowego wykorzystuję resztki podarowane mi przez babcię. Babcia przez większość swojego życia była zapaloną dziewiarką, cuda tworzyła, ale teraz z racji wieku i coraz słabszego wzroku  ogranicza się do skarpet, czasami czapek i szali. Ja jako jej jedyna dziergająca wnuczka dostaję w spadku wszystko to czego babcia nie wyrobiła:).
Co do sweterka umyśliłam sobie taki z pęknięciem i kapturem. Ileż ja się nakombinowałam, żeby coś takiego wydziergać...koniec końców tak wymodziłam, że sweterek wyszedł krzywo (strona prawa była szersza od lewej) nie pytajcie jak ja to zrobiłam, bo sama się zastanawiam co autor miał na myśli:). Skończyło się tym, że prawie cały korpus poszedł do prucia...to co teraz widzicie jest wersją numer dwa i mam nadzieję, że ostateczną. Póki  co dobrnęłam do ściągacza i w planach na weekend mam zaczęcie rękawów. Potem kaptur i chyba do wiosny zdążę:)
 Baa...muszę zdążyć, bo w kolejce czekają błękitne moteczki bawełny na wiosenny sweterek dla mnie;)


Dziękuję za odwiedziny i za każdy pozostawiony komentarz:)
Pozdrawiam
Asik:)



czwartek, 15 stycznia 2015

Czytam i dziergam... czyli wczorajsze WDiC

Właściwie post miał pojawić się wczoraj, miałam tylko wkleić zdjęcie, ale w między czasie poszłam synkowi poczytać na dobranoc i....obudził mnie dzisiaj budzik:)
Przez ostanie kilka tygodni nie brała udziału w zabawie  Maknety,  bo 1) miałam robótkowy zastój, 2) w związku z rozpoczęciem pracy doba stała się zdecydowanie za krótka i nie miałam czasu, ani weny żeby pisać bloga. Przeczytać w sumie coś tam przeczytałam, ale też niewiele...
Teraz jak  już przywykłam do nowej sytuacji, uporządkowałam swój rytm dnia, w końcu mogę wrócić do dziergania i na książkę też udaje mi się uszczknąć troszkę czasu...
Na na tapecie mam kolejny zimowy komplet. Utylizuję podarowaną przez babcię włóczkę, która była wcześniej golfem. Włóczka jest bardzo przyjemna w dotyku i cieplutka, a że ja golfów, ani grubych swetrów nie lubię, to wybór padł własnie na czapkę i komin.
Książkowo nadal pozostaję w moich ulubionych klimatach i po C. Lackberg sięgnęłam po kolejnego autora kryminałów skandynawskich- Hakan Nesser się pan nazywa i nie wiem do końca czy się polubimy...czytając pierwszą z jego książek mam mieszane uczucia, niby ciekawa, ale nawet jak dla mnie zbyt mroczna, wszyscy bohaterowie zepsuci i zakłamani...no nic zobaczymy co będzie dalej....
Pierwszą z serii pozycją jest "Człowiek bez psa". Już kiedyś wspominałam ,że nie mam talentu do opisywania czytanych przeze mnie książek, nie umiem w miarę krótko, a za razem ciekawie ich streszczać, także pozwolę sobie pomóc...:)

Grudzień w Kymlinge. Rodzina Hermanssonów zbiera się, by uczcić szczególną okazję: nestor rodu Karl-Erik kończy sześćdziesiąt pięć lat, a jego najstarsza córka Ebba – czterdzieści. Jednak uroczystości nie przebiegają tak, jak się wszyscy spodziewali. Rodzinne spotkanie ma nieprzewidziane, tragiczne następstwa. W przeddzień wielkiego jubileuszu przepada bez śladu Robert – wyrodny syn Karla-Erika, który wbrew woli rodziny wziął udział w kontrowersyjnym reality show Więźniowie Koh Fuk. Następnego wieczoru również bez śladu znika syn Ebby, Henrik. Czy to przypadek, że dwóch blisko spokrewnionych ludzi znika w odstępie zaledwie dwudziestu czterech godzin?
Z tą zagadkową sprawą musi się zmierzyć inspektor kryminalny o włoskich korzeniach, Gunnar Barbarotti, który powoli odkrywa najmroczniejsze tajemnice tej rodziny.
Opis książki pochodzi ze strony lubimyczytać.pl.


Trzymajcie się cieplutko w ten kolejny cudnej urody  "zimowy" dzień:)
Uciekam do pracy:)
Mam o tyle dobrze, że pracuję dosłownie za płotem:)...3 minutki i jestem na miejscu;)
                         
                                                                        pozdrawiam Asik:)

wtorek, 13 stycznia 2015

My się zimy nie boimy...

...ale gdzie ta zima???????!!!!!!!!!
Teraz kiedy w końcu zamknęłam ostatnie oczko w kominie, moja i synkowa czapka pozyskały, dzięki kochanej babci pompony ( ja nie lubię i nie umiem ich robić, za każdym razem wyglądają, jakby były już po wielu przejściach) po zimie ślad zaginął...
Jeszcze nie dawno zima zaskoczyła mnie, nie przymierzając jak polskich drogowców przy pierwszym okrążeniu oczek w kominie, a teraz jak w try miga dziergałam co by nie marznąć, to zrobiło się ciepło...co niestety nie zmienia faktu, że pogoda jest tak niesamowicie obrzydliwa, że brak mi słów....szaro, buro, deszczowo i ogólnie do d......
Na domiar złego jestem typową meteoropatką (dobry wujaszek Google, podpowiedział jak nazwać rzecz po imieniu:)), także przy takiej pogodzie jestem do niczego, często boli mnie głowa, chodzę ospała i bez energii, jednym słowem męka.
 Mam nadzieję, że taka aura nie będzie długo panować i zima znowu do nas  wróci, tym bardziej, że za 1,5 tygodnia dziecię zaczyna ferie zimowe...a ferie bez śniegu...same wiecie, strach pomyśleć...

Póki co my na powrót zimy jesteśmy gotowi:)




Szymonkowy zestaw- intensywnie już używany...



I mój komplet...
 Trochę na początku załamał mnie kolor (włóczkę kupiłam przez internet), bo miał być szaro- gołębi, a na żywo w motku wyglądał jak trupio-fioletowy...ale w robótce bardzo  ładnie się prezentuje i świetnie rozjaśnia moja granatową kurtkę. 

Miłego i twórczego wieczoru życzę, a ja idę zobaczyć co tam u Was nowego:)
                                                                                                  pozdrawiam Asik:)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Troszkę mnie nie było...

Czas pędzi jak szalony, listopad i w sumie już grudzień minął mi niespostrzeżenie...
W moim życiu troszkę się zadziało...był to ogólni ciężki i smutny czas, ale też i jedna pozytywna rzecz się wydarzyła:  dostałam pracę!
 To chyba jest główny powód mojej nieobecności tutaj...co nie znaczy,że Was nie odwiedzam:), a jakże na bieżąco podglądam co się u Was dziej i nie raz oko mi bieleje, takie cuda tworzycie:).
Ja ostatnio w tej przed świątecznej gorączce nie miałam  w ogóle czasu na dzierganie, to i chwalić się nie było czym, z czytaniem zresztą podobnie:)...jedyne na co mnie było stać to wydzierganie 2 czapek, w tym jedna przeszła 4 przeróbki i 1,5 komina...1,5, bo synkowy już jest w użyciu, a mój dzierga się w mozolnym tempie, może teraz podczas świątecznych wieczorów uda mi się trochę podgonić. Także nawet nie mam co pokazywać.
W związku z tym dzisiejszy post jest mało robótkowy, ale  głównym powodem pojawienia się tutaj dzisiaj,  była chęć złożenia każdej z Was, odwiedzającej mój blog  najserdeczniejszych życzeń świątecznych i noworocznych.


.



Wesołych Świąt!


                                                             pozdrawiam Asik:)

środa, 22 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie po raz piąty...

Dzisiaj środa, więc dzień wspólnego DiC z Maknetą.
W sumie miało nie być dzisiejszego wpisu, ale że wczoraj chwyciłam w ręce nową książkę, a na druty wrzuciłam nową robótkę, więc jestem obecna:) a co tam, pochwalę się co czytam i co dziergam:)
Zimno się ostatnio zrobiło, to zatęskniłam za czymś cieplutkim na szyję i tym sposobem na drutach mam chustę, którą będę robić enterlakiem. Mam włóczkę Angora Activ Yarn Art-u i tak przeglądając chusty z niej zrobione enterlak spodobał mi się najbardziej, fajnie kolory się układają. Tylko kiedy ja ją udziergam?! cienkie to to...i  robić chusty dopiero się uczę:(...oczywiście z moją ulubioną Intensywnie Kreatywną  nauczycielką :). Żeby mnie tylko zima nie zastała...aha, a propo's zimy...szukam włóczki na czapkę i komin dla synka...czegoś co będzie i cieplutkie, i milutkie i  nie gryzące przede wszystkim.
Pytam tutaj na blogu, bo szukając w sklepach internetowych ogrom włóczek mnie przerasta, nie jestem w stanie nic wybrać, tym bardziej, że nie  mogę ich dotknąć... może któraś z Was mogłaby coś polecić?
Wracając do tego, że dziś środa oto moje najświeższe: książka i zalążek chusty:)

... i jeszcze kwiatek, którego kawałek zaprezentowałam na zdjęciu z kocykiem, ale jest tak niesamowity, że nie mogłam się oprzeć, żeby go nie pokazać w całej okazałości:). Ma piękne fioletowo- zielone listki i wszyscy są zaskoczeni, że jest żywy:).
Aha i przypomniało mi się ,że kocyk skończyłam, ale czeka na upranie i zblokowanie, także zdjęcia wkrótce...
Jeżeli chodzi o książkę, to czytam ostatnią część sagi Virgini C. Andrews o rodzinie Dollongangerow ,,Ogrod cieni'' hmmm...napiszę tak, szaleństwa nie ma, ale na pewno jest ciekawsza jak jej poprzedniczka czyli  ,,Kto wiatr sieje''. W sumie czyta sie łatwo i szybko...Dla zabicia nudy moze być.
Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
                                                                           Asik:-)

środa, 15 października 2014

Wspólne czytanie i dzierganie po raz czwarty...oraz dumna jestem niesłychanie:)

Po krótkiej przerwie znowu wracam do wspólnego czytania i dziergania  z Maknetą.
Troszkę mnie nie było, bo i nic nie czytałam, i  robótkowo też nie było się czym pochwalić...
Za to teraz znowu mnie naszło i  czasami sama nie wiem czy chwycić za książkę czy za druty...:)
Tak więc książkowo u mnie nadal na tapecie moja, już mogę powiedzieć, jedna z ulubionych autorek Camilla Lackberg...tym razem ,,Zamieć śnieżna i woń migdałów".
 Dopiero zaczęłam czytać, także za wiele nie mogę napisać, ale autorka chyba poszła troszkę w klimat Agathy Christie, co mi osobiście absolutnie nie przeszkadza, a nawet bardzo się podoba:).
Na drutach natomiast aktualnie mam kocyk dla malutkiej ślicznej kruszynki;)...różowy...znowu z mieszanki akrylu z bawełną, ale tym razem grubszej od mojego ostatniego niewypału czyli Cotton Soft Yarn Art-u. Robię podwójną nitką i w końcu wygląda to jak kocyk, a nie ściereczka...
Taki w serduszka sobie wymyśliłam...jak dla dziewczynki to i róż i serduszka jak najbardziej na miejscu:).

Duma mnie natomiast rozpiera, bo w końcu ukończyłam swój PIERWSZY robiony od góry sweter:). Okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują:). Poszło całkiem gładko...noo...przyznam się raz musiałam  cały korpus spruć, okazało się, że zbyt lekceważąco podeszłam do pomiaru próbki i wyszedł zbyt obszerny...ale ogólnie dziergało się szybko i sprawnie.
Oczywiście bez YouTube i Intensywnie Kreatywnej nie podołałabym.
 Polecam wszystkim laikom, którzy chcieliby spróbować swoich sił, a matematyczne wyjaśnienia na innych blogach do nich nie przemawiają ( bo do mnie osobiście kompletnie nie docierało o co kaman:)). I oto ON:


Bardzo mi się spodobał pomysł, na guziczki z tyłu, który podpatrzyłam w sweterku Jessa- Lete.- fantastycznym zresztą.


Co prawda żadne to  cudo dziewiarskie, ale nieskromnie stwierdzam, że wyszło całkiem nie najgorzej jak na pierwszy raz:).
Pozdrawiam cieplutko
                                        Asik:)