czwartek, 23 marca 2017

Pojawiam się i znikam...

Znowu długi czas mnie nie było...Powoli wychodzę z robótkowego marazmu, a może raczej powraca wena do pisania bloga, bo w gruncie rzeczy cały czas sobie dziergam. Ostatnio nawet dosyć sporo, a oto efekty:
*pled, moja duma:) długaaa to była dłubanina, ale pracę nad nim wspominam bardzo miło, taka serialowa robótka...Upps ! robota raczej:)ale już mnie rączki swierzbią, co by nie popełnić kolejnego. Inspirację zaczęrpnęłam stąd, pledy Pani Olgi są fantastyczne, chciałam aby mój był podobny:)


* sukieneczka dla małej damy zza oceanu. Tu już nie było tak miło...ok. pięciu razy rzucana była w kąt popadając w niełaskę, ale koniec końców jest! Oto ona:






Jestem bardzo z niej zadowolona, jest  przed praniem, także myślę,że po będzie wygładzona, oczka się wyrównają, no po prostu będzie jeszcze ładniejsza:). Wspaniały wzór!
Wzór ze strony Biferno  z drobnymi modyfikacjami.
Jak już nadrabiam zaległości to mam jeszcze ( a jakże!) piórkowego. Co prawda sweterek powstał późną jesienią, ale na blogu  go nie pokazywałam.
Zaufajcie,  jest w pięknym koralowym odcieniu czerwieni, bo zdjęcie zupełnie tego nie oddaje.
Wybaczcie jakość zdjęć , ale aparat odmówił posłuszeństwa, toteż zdjęcia smartfonowe.
Pozdrawiam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają i życzę ciepłego wiosennego popołudnia!
                                                  Asik.

środa, 6 lipca 2016

Urlop i sweterek dla Stelli...

Gdyby nie środy z WDiC to nie wiem z jaką częstotliwością pojawiałabym się na swoim blogu i na nic się zdały moje postanowienia, że teraz to się zawezmę...Faktem jest,że ostatnio dużo się u mnie działo, tydzień temu rozpoczęłam urlop, najpierw były przygotowania do wyjazdu do Zakopanego, potem intensywnie spędzony czas w naszych pięknych górach, a teraz już z bólem powracam do rzeczywistości...urlop na szczęście jeszcze trwa, ale to już jego ostatnie podrygi:(
Górami jestem zauroczona, na takie wspaniałe widoki czekałam 34 lata...tak akurat się złożyło, że pierwszy raz w życiu byłam w górach...
Uwaga dużo zdjęć;)

Takim pięknym zachodem słońca po burzy przywitało nas Zakopane-widok z okna:)





Ten błogi spokój na Morskim Oku to tylko złudzenie:) nad brzegiem siedziały tłumy:)

Z racji tego,że razem ze mną była dwójka dzieci (7 i 8 lat) zwiedzaliśmy miejsca najłatwiej dostępne i co się z tym niestety wiąże najbardziej oblegane przez turystów. Momentami przyjemność była średnia...moja irytacja tłumami i wiecznymi kolejkami apogeum osiągnęła w kolejce na Kasprowy Wierch- 4 godziny! Ale widok ze szczytu rekompensował wszystko:)





A tu już Dolina Kościeliska:







Razem ze mną drogę znad Morza, aż do Tatr przemierzył sweterek dla maleńkiej Stelli:)
Dzień przed wyjazdem pochowałam  nitki, ale sweterek nie miał jeszcze przyszytych guziczków, mało tego guziczki nie zostały nawet jeszcze zakupione...W ogóle sweterek robiony był na wariackich papierach, o tym, że dobrze by było żeby powstał, dowiedziałam się na trzy dni przed urlopem, a dzień po moim powrocie miał już lecieć do Kanady. Szkoda... nie miałam w zapasach nic fajnego, a nie było też czasu żeby coś kupić...

Chciałbym ogromnie podziękować Pani Eli z bloga dzianinowe studio za błyskawiczną reakcję na maila i  pomoc, dzięki Pani wskazówkom rozmiar wyszedł idealny:)

I tak powstał oto ten sweterek:




Koniec końców guziczki zostały zakupione w Zakopanem, swoją drogą zaskoczona byłam, że w takim miejscu jak zakopiańskie Krupówki wśród tych wszystkich barów, restauracji i "odpustowych" straganików istnieje pasmanteria:)...w trakcie likwidacji co prawda. Żałuję,że nie zakupiłam tam żadnej porządniejszej włóczki, bo przez 5 godzinną podróż do domu wydziergałabym jakiś inny dużo ciekawszy sweterek, no ale cóż do głowy przyszło mi to na dzień przed powrotem i to jeszcze w niedzielę...Guła ze mnie i tyle!

Dzisiaj środa -dzień WDiC u Maknety, a u mnie na tapecie nadal ogoniasty z poprzedniego posta, porzucony na rzecz Stellowego sweterka, a  książkowo kolejna część kryminalnych zagadek z detektyw Sarą Lund w roli głównej.
Pozdrawiam serdecznie:)
Asik:)

środa, 15 czerwca 2016

Witam po roku...

Hmm..nie wiem czy tu jeszcze ktoś zagląda...ale postanowiłam powrócić:)
Rok czasu byłam nieobecna, ale dla mnie niepostrzeżenie  ten czas upłynął.
Dni po prostu uciekały mi między palcami, nie wiem czy to kwestia mojego braku zdolności umiejętnego gospodarowania czasem  czy po prostu tak to teraz jest, że człowiek pędzi do przodu, bez chwili wytchnienia:(
Przez ten czas nieprzerwanie coś tam sobie dłubałam, ale po prawdzie niewiele przez ten rok powstało...włóczki u mnie wymordowane niemiłosiernie, bo  średnio co pół robótki była zmiana koncepcji. Co przejrzałam Wasze blogi, to nabierałam ochoty na coś innego, no i inaczej nie mogło się skończyć, jak kilkoma rozgrzebanymi projektami...ale teraz solennie sobie obiecałam , że w końcu wyrobię to co mam zaplanowane i systematycznie będę się tutaj chwalić:))) Blog będzie dla mnie motorem napędzającym do dziergania;)
Jeden udzierg udał mi się w 100% i  to nawet bez większego prucia;) Jest to mianowicie ogoniasty, z którego jestem szczególnie zadowolona, towarzyszy mi każdego chłodniejszego dnia.
                                                       
   
Dzisiaj środa czyli WCiD u  Maknety więc z powrotem zgłaszam się do udziału.
Obecnie u mnie na drutach kolejny ogoniasty, taki leciutki, piórkowy z Lace Drops-a. Mam tylko nadzieję, że te krzywe oczka po blokowaniu się wyrównają i sweterek nabierze wdzięku. Został mi jeszcze tylko drugi rękaw, także jestem na dobrej drodze, żeby jeszcze w tym tygodniu go pokazać;)

Książką którą czytam, a właściwie wczoraj w nocy skończyłam jest "Dochodzenie" Davida Hewsona. Po prostu nie mogłam się oderwać...Zaczęło się od tego,że obejrzałam pierwszy odcinek serialu "The Killing" i zaraz pobiegłam do biblioteki po książkę;), a potem wsiąkłam...przez kilka dni wszystko leżało odłogiem i czekało kiedy dotrę do ostatniej strony;) Teraz poluję na kolejne części...
Znalezione obrazy dla zapytania dochodzenie davida hewsona


Powieść powraca formą do klasycznego kryminału, w którym czytelnicy podążają tropem razem z detektywami odkrywając z czasem kolejne fakty powiązane ze śledztwem. Morderstwo młodej dziewczyny z kochającego i szczęśliwego domu wstrząsa nie tylko rodziną i przyjaciółmi ofiary. Kto i dlaczego mógłby chcieć zamordować uroczą, niewinną i wspaniałą Sarę? Coraz więcej wątków, coraz więcej podejrzanych, zacieśnia i jednocześnie rozrasta się krąg osób, którym pomimo wszelkich pozorów mogłoby zależeć na morderstwie dziewczyny. Kiedy tylko wydaje się, że jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki następuje zwrot akcji i znów niczego nie jesteśmy pewni. Mgliste, niejasne wskazówki, kłamstwa i stłumione emocje to klimat książki i tego skomplikowanego śledztwa. Z czasem wszystko, co powiązane jest w jakikolwiek sposób z morderstwem przypomina ogromny, skomplikowany spisek. Nic nie dzieje się przypadkiem. Każdy ukrywa sekret. I niczego, absolutnie niczego nie jesteśmy pewni do końca, do ostatniej strony....
Opis pochodzi stąd.
Witam po długiej przerwie i pozdrawiam serdecznie
Asik;)

czwartek, 11 czerwca 2015

Jaki tu spokój...nic się nie dzieje...

Kompletny brak weny mnie dopadł...Jak na ironie losu, takiego zasobu włóczkowego dawno u mnie nie było a mnie całkowicie niemoc drutowa ogarnęła..niby coś tam próbuję sklecić, kombinuję, ale koniec końców kończy się pruciem i jeszcze większym zniechęceniem...
Bambusik taki ładny leży odłogiem...plan na niego był, ale już mi się odwidział....
Błękitno- fioletowa bawełna, która miała być tym sweterkiem...(no comment) zalega na dnie szafy, żeby mi w oczy nie włazić i aortą nie szarpać...
I zakupiłam dwa moteczki  turkusowego Lace Dropsa, sama nie wiem po co...niby ogoniastego miałam w planach...ale czy to to cieniutkie się nadaje?...
I jeden moteczek angory też gdzieś tam zalega- miał być kiedyś tam enterlakową chustą....
I kilka motków kremowej bawełny z akrylem się przewala...
Troszkę tego się uzbierało, tyle, że pomysłu żadnego... i tak od dłuższego czasu nic tylko przewalam internet w poszukiwaniu inspiracji...
Nie pozostało mi chyba nic innego tylko po prostu przeczekać ten czas, może w końcu mnie najdzie...

niedziela, 31 maja 2015

Złość i zgrzytanie zębami...oraz przeprosiny szydełka...

W poprzednim poście pisałam, że obawiam się  dekoltu w moim "błękicie"...i cholera dobrze przeczuwałam... Sweterek poszedł cały do prucia...szlag!!!...tak mistrzowsko go  zrujnowałam hmm..modelując (?!) dekolt, że nawet mi się już nie chciało cokolwiek ratować:(. Wrzuciłam go w głąb szafy i będzie czekał aż mi nerw przejdzie...a potem przepoczwarzy się w nowy model...szkoda gadać...
W związku z powyższym na razie jestem na druty obrażoną...
 Nie umiem siedzieć z pustymi rękoma (prawie od tygodnia  przymusowo z synkiem tkwimy w domu- dziecię ma zapalenie oskrzeli) to złapałam za szydełko, a że cel jest szczytny robota mi idzie,że aż wre...sama przyjemność:)
Mianowicie dłubię tzw. babcine kwadraty  na akcję  "Wydziergajmy uśmiech".



"Wydarzenie zostało utworzone na potrzebę projektu, który chcę zrealizować. Wrocławskie Hospicjum dla dzieci organizuje w czerwcu Dzień Dziecka i z tej okazji chciałabym podarować tym maluszkom (wiek 3-5 lat) coś niezwykłego, coś co z samego serca płynie. Wyobraziłam sobie dziergane "babcine kwadraty" pochodzące z różnych miejsc z Polski połączone w piękny kocyk i podarowane dzieciom. Miękkie, kolorowe i z cząstką naszych serc. Jeśli któraś z Was chciałaby się dołączyć i podarować podopiecznym Hospicjum choć troszkę radości to zapraszam :)" cytat pochodzi z profilu na Facebook.

Jeżeli któraś z Was  chciałaby przyłączyć się do akcji, to trwa ona do 07. 06. 2015 r. tzn. do tego dnia należy swoje kwadraciki przesłać. Z tego co jest napisane na FB kwadraciki powinny mieć rozmiary 10/10 cm. lub 12/12 i powinny być wykonane z włóczki przyjaznej dzieciom. Więcej informacji znajdziecie na profilu FB  "Wydziergajmy uśmiech".

Także dziewczęta szydełka w dłoń! Zostało jeszcze troszkę czasu, więc dziergajmy dla dzieciaczków:)
Pozdrawiam Asik:)

środa, 27 maja 2015

Środowo czyli WDiC



Dobrze,że są środowe spotkania u Maknety , które chociaż trochę działają na mnie  mobilizująco, bo gdyby nie one to pewnie tkwiłabym z jedną robótką pół roku;).
 Mój błękitno- fioletowy sweterek zbliża się do finiszu, ale im bliżej końca tym jakoś to wolnej mi idzie...niby dziergam intensywnie, w każdej wolnej chwili to niewiele mi przybywa...no, ale Safran Dropsa do grubych nie należy, a że ja lubię z cienizny dziergać to mam:)
Teraz kończę drugi rękaw i przede mną mój "ulubiony" moment, a mianowicie dekolt...blady strach na mnie pada , jak tylko o tym pomyślę, bo po przeprawach przy tym swetrze, wiem, że na bank coś spartolę, rzędy skrócone to dla mnie  abstrakcja, nijak nie mogę tego pojąć, a jak już wydaje mi się, że ogarnęłam temat, to wcale to potem nie wygląda...chyba już dzisiaj  podejmę tą nierówną walkę i zobaczymy co z tego wyjdzie...



A jak już go skończę.... to  będzie należał do moich ulubionych, bo już teraz  mi się podoba, włóczka bardzo przyjemna  i ten fantastyczny kolor...no nic zaraz uciekam dziergać, bo ileż można tą samą robótką na drutach przynudzać...

A jak już go skończę....to będę przerabiać ten oto bambusik...


...jeszcze nie mam koncepcji, ale układ kolorów prawdopodobnie będzie taki jak na zdjęciu i chyba tym razem będzie krótki rękawek...

Nadal czytam "Czarownice z Salem" Jodi Picoult, jestem dopiero na początku, bo jak wcześniej wspomniałam, mimo, że z marnym skutkiem ostatnio głównie dziergam. Czytam dopiero naprawdę późnym wieczorem, dozując sobie po kilka stron, ale książkę odbieram pozytywnie.
Jest to historia niewinne oskarżonego o gwałt nauczyciela na zakochanej w nim uczennicy, który po wyjściu z więzienia postanawia na nowo ułożyć sobie życie w zupełnie nowym otoczeniu. Przeprowadza się do sennego miasteczka, ale i tu nie czeka go sielanka, pada ofiarą zafascynowanych czarną magią czterech nastolatek i po raz kolejny musi walczyć z wymiarem sprawiedliwości i uprzedzeniami.

Uciekam dziergać.
Pozdrawiam serdecznie
                                         Asik:)

środa, 6 maja 2015

Środowe dzierganie i czytanie.

Dzisiaj środa- dzień cotygodniowych spotkań u  Maknety, a ja  długaśniej przerwie wracam do wspólnej zabawy.
 W tym tygodniu,a tak w sumie to od jakiś trzech tygodni (oj, nie szło mi to dzierganie ostatnio, nie szło:(...) mam na drutach wiosenny bawełniany sweterek, w przepięknym jak dla mnie błękitno -fioletowym kolorze.
Ostatnimi dniami ruszyłam z kopyta, a to za sprawą tego,że znowu wróciłam do grona bezrobotnych::( Ot, Polska nasza rzeczywistość...była firma...nie ma firmy...żal mi bardzo, że do tego doszło, bo warunki pracy miałam naprawdę dobre, szefostwo w porządku, no i co miało dla mnie największe znaczenie miejsce pracy dosłownie po sąsiedzku... Cóż życie...:(
Żeby się  choć trochę odstresować dziergam z podwójnym
 zapałem, co kojąco na mnie wpływa, ciężko mi się w nowej sytuacji odnaleźć, a jak mam ręce i myśli zajęte to trochę mi lepiej.
Sweterek na razie prezentuje się tak:


A tu na dowód tego,że wręcz od robótki oderwać się nie mogę, w czasie gdy ziemniaki na gazie bulgotały i  kipiały, że hej! ja sobie spokojnie, w słoneczku, na tarasie (hurra! w końcu można !) przerabiałam oczko za oczkiem...:):




No tak, ale przecież dzisiaj środa... to i o czytaniu też miało być;)
Książki ze zdjęcia to prawie przeczytanie już "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte i "Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult.
Tej pierwszej historii tragicznej miłości i zemsty nie muszę chyba nikomu przybliżać...ja sięgnęłam po tą książkę, bo kilka razy zabierałam się do obejrzenia ekranizacji i nigdy jakoś nie było mi po drodze....poza tym chciałam odpocząć od kryminalnych zagadek i  morderstw. Fakt, nie wybrałam zbyt trafnie, bo akurat "Wichrowe wzgórza" nie należą do gatunku z tych lekkich i wesołych:).
Mimo tego,że romanse to raczej nie moja bajka to książka podoba mi się i nie żałuję,że po nią sięgnęłam.
Drugiej jeszcze nie zaczęłam czytać, ale będzie następna w kolejce. Jeszcze nigdy nie czytałam nic tej autorki, ale przeglądając Wasze blogi natrafiłam na recenzję jednej z jej książek , wzbudziła moje zainteresowanie  i stąd ta pozycja u mnie.

Teraz lecę zajrzeć co u Was dzisiaj na spotkaniu we WDiC:)
Pozdrawiam w ten pogodny, słoneczny i ciepły-bynajmniej na mazurach- majowy wieczór
                                                                                                                                Asik:)

sobota, 4 kwietnia 2015

WESOŁEGO ALLELUJA!

Dzisiaj będzie króciutko , po prostu:




z pozdrowieniami Asik:)

Ps. Jak u Was pogoda, bo u mnie za oknem sypie śnieg tak, że świata nie widać...ale jak mówi stare przysłowie: Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata....:)

I tak jest lepiej jak było w 2013 r.- zdjęcie z 1 kwietnia:)



piątek, 6 marca 2015

Robótkowe przedwiośnie:)

Jejku, jak ten czas szybko leci...wydawało mi się ,że ostatniego posta pisałam całkiem niedawno...odkąd pracuję dni pędzą jak szalone...ledwo zdążę odgonić poniedziałkowego lenia, a tu już nadchodzi piątkowe rozluźnienie:) i tak minął mi cały luty...
Już nie raz zabierałam się do pisania, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie, a to jak miałam chwilkę czasu, to mąż okupował komputer, a to przyjechali goście ( luty jakoś tak szczególnie obfitował u mnie w odwiedziny rodzinki i znajomych) i tak zebrało się 1,5 miesiąca.
Przez ten czas robótkowo troszkę u mnie się działo, skończyłam ostatnio pokazywany czerwony komplet zimowy. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, bo raz, że ten odcień czerwieni jest dla mnie wyjątkowo twarzowy, dwa, że wszytko jest tak jak miało być, komin nie za wąski, czapa nie za duża co u mnie było nagminnym problemem i kończyło się pruciem. Ogólnie jest ok:), ale to już ostatni taki udzierg tej zimy, bo przecież czas już ją przepędzić i wiosnę robótkowo powolutku witać:), chociaż niestety póki co zestaw ten jest w ciągłym używaniu...


Następna moja robótka jest już zdecydowanie wiosenna. Jest to sweterek dla synusia, w iście wiosennych, wesołych kolorach. Właściwie to wolałabym, aby był  jednokolorowy z racji tego, że znika problem łączenia a potem chowania nitek, bo ja średnio za tym  przepadam:), ale z braku takowego wykorzystuję resztki podarowane mi przez babcię. Babcia przez większość swojego życia była zapaloną dziewiarką, cuda tworzyła, ale teraz z racji wieku i coraz słabszego wzroku  ogranicza się do skarpet, czasami czapek i szali. Ja jako jej jedyna dziergająca wnuczka dostaję w spadku wszystko to czego babcia nie wyrobiła:).
Co do sweterka umyśliłam sobie taki z pęknięciem i kapturem. Ileż ja się nakombinowałam, żeby coś takiego wydziergać...koniec końców tak wymodziłam, że sweterek wyszedł krzywo (strona prawa była szersza od lewej) nie pytajcie jak ja to zrobiłam, bo sama się zastanawiam co autor miał na myśli:). Skończyło się tym, że prawie cały korpus poszedł do prucia...to co teraz widzicie jest wersją numer dwa i mam nadzieję, że ostateczną. Póki  co dobrnęłam do ściągacza i w planach na weekend mam zaczęcie rękawów. Potem kaptur i chyba do wiosny zdążę:)
 Baa...muszę zdążyć, bo w kolejce czekają błękitne moteczki bawełny na wiosenny sweterek dla mnie;)


Dziękuję za odwiedziny i za każdy pozostawiony komentarz:)
Pozdrawiam
Asik:)



czwartek, 15 stycznia 2015

Czytam i dziergam... czyli wczorajsze WDiC

Właściwie post miał pojawić się wczoraj, miałam tylko wkleić zdjęcie, ale w między czasie poszłam synkowi poczytać na dobranoc i....obudził mnie dzisiaj budzik:)
Przez ostanie kilka tygodni nie brała udziału w zabawie  Maknety,  bo 1) miałam robótkowy zastój, 2) w związku z rozpoczęciem pracy doba stała się zdecydowanie za krótka i nie miałam czasu, ani weny żeby pisać bloga. Przeczytać w sumie coś tam przeczytałam, ale też niewiele...
Teraz jak  już przywykłam do nowej sytuacji, uporządkowałam swój rytm dnia, w końcu mogę wrócić do dziergania i na książkę też udaje mi się uszczknąć troszkę czasu...
Na na tapecie mam kolejny zimowy komplet. Utylizuję podarowaną przez babcię włóczkę, która była wcześniej golfem. Włóczka jest bardzo przyjemna w dotyku i cieplutka, a że ja golfów, ani grubych swetrów nie lubię, to wybór padł własnie na czapkę i komin.
Książkowo nadal pozostaję w moich ulubionych klimatach i po C. Lackberg sięgnęłam po kolejnego autora kryminałów skandynawskich- Hakan Nesser się pan nazywa i nie wiem do końca czy się polubimy...czytając pierwszą z jego książek mam mieszane uczucia, niby ciekawa, ale nawet jak dla mnie zbyt mroczna, wszyscy bohaterowie zepsuci i zakłamani...no nic zobaczymy co będzie dalej....
Pierwszą z serii pozycją jest "Człowiek bez psa". Już kiedyś wspominałam ,że nie mam talentu do opisywania czytanych przeze mnie książek, nie umiem w miarę krótko, a za razem ciekawie ich streszczać, także pozwolę sobie pomóc...:)

Grudzień w Kymlinge. Rodzina Hermanssonów zbiera się, by uczcić szczególną okazję: nestor rodu Karl-Erik kończy sześćdziesiąt pięć lat, a jego najstarsza córka Ebba – czterdzieści. Jednak uroczystości nie przebiegają tak, jak się wszyscy spodziewali. Rodzinne spotkanie ma nieprzewidziane, tragiczne następstwa. W przeddzień wielkiego jubileuszu przepada bez śladu Robert – wyrodny syn Karla-Erika, który wbrew woli rodziny wziął udział w kontrowersyjnym reality show Więźniowie Koh Fuk. Następnego wieczoru również bez śladu znika syn Ebby, Henrik. Czy to przypadek, że dwóch blisko spokrewnionych ludzi znika w odstępie zaledwie dwudziestu czterech godzin?
Z tą zagadkową sprawą musi się zmierzyć inspektor kryminalny o włoskich korzeniach, Gunnar Barbarotti, który powoli odkrywa najmroczniejsze tajemnice tej rodziny.
Opis książki pochodzi ze strony lubimyczytać.pl.


Trzymajcie się cieplutko w ten kolejny cudnej urody  "zimowy" dzień:)
Uciekam do pracy:)
Mam o tyle dobrze, że pracuję dosłownie za płotem:)...3 minutki i jestem na miejscu;)
                         
                                                                        pozdrawiam Asik:)

wtorek, 13 stycznia 2015

My się zimy nie boimy...

...ale gdzie ta zima???????!!!!!!!!!
Teraz kiedy w końcu zamknęłam ostatnie oczko w kominie, moja i synkowa czapka pozyskały, dzięki kochanej babci pompony ( ja nie lubię i nie umiem ich robić, za każdym razem wyglądają, jakby były już po wielu przejściach) po zimie ślad zaginął...
Jeszcze nie dawno zima zaskoczyła mnie, nie przymierzając jak polskich drogowców przy pierwszym okrążeniu oczek w kominie, a teraz jak w try miga dziergałam co by nie marznąć, to zrobiło się ciepło...co niestety nie zmienia faktu, że pogoda jest tak niesamowicie obrzydliwa, że brak mi słów....szaro, buro, deszczowo i ogólnie do d......
Na domiar złego jestem typową meteoropatką (dobry wujaszek Google, podpowiedział jak nazwać rzecz po imieniu:)), także przy takiej pogodzie jestem do niczego, często boli mnie głowa, chodzę ospała i bez energii, jednym słowem męka.
 Mam nadzieję, że taka aura nie będzie długo panować i zima znowu do nas  wróci, tym bardziej, że za 1,5 tygodnia dziecię zaczyna ferie zimowe...a ferie bez śniegu...same wiecie, strach pomyśleć...

Póki co my na powrót zimy jesteśmy gotowi:)




Szymonkowy zestaw- intensywnie już używany...



I mój komplet...
 Trochę na początku załamał mnie kolor (włóczkę kupiłam przez internet), bo miał być szaro- gołębi, a na żywo w motku wyglądał jak trupio-fioletowy...ale w robótce bardzo  ładnie się prezentuje i świetnie rozjaśnia moja granatową kurtkę. 

Miłego i twórczego wieczoru życzę, a ja idę zobaczyć co tam u Was nowego:)
                                                                                                  pozdrawiam Asik:)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Troszkę mnie nie było...

Czas pędzi jak szalony, listopad i w sumie już grudzień minął mi niespostrzeżenie...
W moim życiu troszkę się zadziało...był to ogólni ciężki i smutny czas, ale też i jedna pozytywna rzecz się wydarzyła:  dostałam pracę!
 To chyba jest główny powód mojej nieobecności tutaj...co nie znaczy,że Was nie odwiedzam:), a jakże na bieżąco podglądam co się u Was dziej i nie raz oko mi bieleje, takie cuda tworzycie:).
Ja ostatnio w tej przed świątecznej gorączce nie miałam  w ogóle czasu na dzierganie, to i chwalić się nie było czym, z czytaniem zresztą podobnie:)...jedyne na co mnie było stać to wydzierganie 2 czapek, w tym jedna przeszła 4 przeróbki i 1,5 komina...1,5, bo synkowy już jest w użyciu, a mój dzierga się w mozolnym tempie, może teraz podczas świątecznych wieczorów uda mi się trochę podgonić. Także nawet nie mam co pokazywać.
W związku z tym dzisiejszy post jest mało robótkowy, ale  głównym powodem pojawienia się tutaj dzisiaj,  była chęć złożenia każdej z Was, odwiedzającej mój blog  najserdeczniejszych życzeń świątecznych i noworocznych.


.



Wesołych Świąt!


                                                             pozdrawiam Asik:)

środa, 22 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie po raz piąty...

Dzisiaj środa, więc dzień wspólnego DiC z Maknetą.
W sumie miało nie być dzisiejszego wpisu, ale że wczoraj chwyciłam w ręce nową książkę, a na druty wrzuciłam nową robótkę, więc jestem obecna:) a co tam, pochwalę się co czytam i co dziergam:)
Zimno się ostatnio zrobiło, to zatęskniłam za czymś cieplutkim na szyję i tym sposobem na drutach mam chustę, którą będę robić enterlakiem. Mam włóczkę Angora Activ Yarn Art-u i tak przeglądając chusty z niej zrobione enterlak spodobał mi się najbardziej, fajnie kolory się układają. Tylko kiedy ja ją udziergam?! cienkie to to...i  robić chusty dopiero się uczę:(...oczywiście z moją ulubioną Intensywnie Kreatywną  nauczycielką :). Żeby mnie tylko zima nie zastała...aha, a propo's zimy...szukam włóczki na czapkę i komin dla synka...czegoś co będzie i cieplutkie, i milutkie i  nie gryzące przede wszystkim.
Pytam tutaj na blogu, bo szukając w sklepach internetowych ogrom włóczek mnie przerasta, nie jestem w stanie nic wybrać, tym bardziej, że nie  mogę ich dotknąć... może któraś z Was mogłaby coś polecić?
Wracając do tego, że dziś środa oto moje najświeższe: książka i zalążek chusty:)

... i jeszcze kwiatek, którego kawałek zaprezentowałam na zdjęciu z kocykiem, ale jest tak niesamowity, że nie mogłam się oprzeć, żeby go nie pokazać w całej okazałości:). Ma piękne fioletowo- zielone listki i wszyscy są zaskoczeni, że jest żywy:).
Aha i przypomniało mi się ,że kocyk skończyłam, ale czeka na upranie i zblokowanie, także zdjęcia wkrótce...
Jeżeli chodzi o książkę, to czytam ostatnią część sagi Virgini C. Andrews o rodzinie Dollongangerow ,,Ogrod cieni'' hmmm...napiszę tak, szaleństwa nie ma, ale na pewno jest ciekawsza jak jej poprzedniczka czyli  ,,Kto wiatr sieje''. W sumie czyta sie łatwo i szybko...Dla zabicia nudy moze być.
Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
                                                                           Asik:-)

środa, 15 października 2014

Wspólne czytanie i dzierganie po raz czwarty...oraz dumna jestem niesłychanie:)

Po krótkiej przerwie znowu wracam do wspólnego czytania i dziergania  z Maknetą.
Troszkę mnie nie było, bo i nic nie czytałam, i  robótkowo też nie było się czym pochwalić...
Za to teraz znowu mnie naszło i  czasami sama nie wiem czy chwycić za książkę czy za druty...:)
Tak więc książkowo u mnie nadal na tapecie moja, już mogę powiedzieć, jedna z ulubionych autorek Camilla Lackberg...tym razem ,,Zamieć śnieżna i woń migdałów".
 Dopiero zaczęłam czytać, także za wiele nie mogę napisać, ale autorka chyba poszła troszkę w klimat Agathy Christie, co mi osobiście absolutnie nie przeszkadza, a nawet bardzo się podoba:).
Na drutach natomiast aktualnie mam kocyk dla malutkiej ślicznej kruszynki;)...różowy...znowu z mieszanki akrylu z bawełną, ale tym razem grubszej od mojego ostatniego niewypału czyli Cotton Soft Yarn Art-u. Robię podwójną nitką i w końcu wygląda to jak kocyk, a nie ściereczka...
Taki w serduszka sobie wymyśliłam...jak dla dziewczynki to i róż i serduszka jak najbardziej na miejscu:).

Duma mnie natomiast rozpiera, bo w końcu ukończyłam swój PIERWSZY robiony od góry sweter:). Okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują:). Poszło całkiem gładko...noo...przyznam się raz musiałam  cały korpus spruć, okazało się, że zbyt lekceważąco podeszłam do pomiaru próbki i wyszedł zbyt obszerny...ale ogólnie dziergało się szybko i sprawnie.
Oczywiście bez YouTube i Intensywnie Kreatywnej nie podołałabym.
 Polecam wszystkim laikom, którzy chcieliby spróbować swoich sił, a matematyczne wyjaśnienia na innych blogach do nich nie przemawiają ( bo do mnie osobiście kompletnie nie docierało o co kaman:)). I oto ON:


Bardzo mi się spodobał pomysł, na guziczki z tyłu, który podpatrzyłam w sweterku Jessa- Lete.- fantastycznym zresztą.


Co prawda żadne to  cudo dziewiarskie, ale nieskromnie stwierdzam, że wyszło całkiem nie najgorzej jak na pierwszy raz:).
Pozdrawiam cieplutko
                                        Asik:)